Janow Podlaski logo

Zamek Biskupi Janów Podlaski – recenzja

Z czym kojarzy się Janów Podlaski? Oczywiście z końmi! Rzecz w tym, że ta najsłynniejsza stadnina w Polsce nie leży w samym Janowie, tylko w znajdującej się 2 kilometry dalej miejscowości Wygoda. Poza tym istnieje od „raptem” 200 lat (od 1817 roku), gdy tymczasem sam Janów złote czasy święcił już pięć wieków temu. Na dodatek nie nazywał się wtedy Podlaski, tylko Biskupi i był stolicą diecezji, co w tamtych czasach oznaczało, że było to najważniejsze miasto w regionie.

Czujecie już to, co my? Gdy jechaliśmy do hotelu Zamek Biskupi w Janowie Podlaskim, mieliśmy wrażenie, że oto sięgamy do historycznych źródeł miejscowości. Bo dzisiaj Janów Podlaski to jedna z wielu wsi na terenie parku krajobrazowego Podlaski Przełom Bugu. Owszem, kojarzona jest ze stadniną i ożywa na jesieni podczas słynnej aukcji koni arabskich, ale poza tym życie toczy się tu w typowym dla podlaskich miejscowości rytmie, wyznaczanym przez noce, dnie i pory roku. Tymczasem to miejsce, którego historia sięga czasów paleolitu…

Ale bez obaw. To nie będzie tekst historyczny, choć pojawią się tu i stare mury, i wykopaliska, i duchy przeszłości. To będzie recenzja hotelu, w którym szacunek dla tradycji połączono z nowoczesnością, nie zapominając o atrakcjach dla rodzin z dziećmi. A dla nas to ostatnie jest przecież najważniejsze.

Położenie

Janów Podlaski znajduje się raptem 3 kilometry od brzegów rzeki Bug, która w tym miejscu stanowi granicę Polski z Białorusią. Można więc powiedzieć, że do Janowa Podlaskiego z każdego miejsca Polski jest daleko. My spod Warszawy jechaliśmy jakieś 4 godziny, ale tylko dlatego, że był to pierwszy dzień wakacji i zaliczyliśmy po drodze chyba wszystkie możliwe korki. Normalnie powinniśmy zmieścić się w trzech godzinach.

 

Janow_01_small

 

Zamek Biskupi – jak na prawdziwy zamek przystało – jest położony na wzgórzu. Może niezbyt okazałym, ale wystarczającym, by poczuć się jak wielmożny pan doglądający swoich włości troskliwym okiem. A że gospodarzami zamku od początku byli janowscy biskupi, dlatego z posiadłością sąsiaduje zabytkowy kościół Świętej Trójcy.

Sam zamek jest biskupi już tylko z nazwy. Pod koniec XVIII wieku władze carskie odebrały rezydencję Kościołowi, a Janów z Biskupiego przemianowały na Podlaski. Co prawda po odzyskaniu niepodległości Janów ponownie stał się stolicą diecezji, ale po II wojnie światowej posiadłość trafiła ostatecznie w ręce komunistycznych władz i podupadła.

Od lat 90. ubiegłego wieku stała opuszczona i stopniowo popadała w ruinę. W Internecie można znaleźć zdjęcia sprzed lat, kiedy to dziedziniec zamkowy porastały chaszcze, a powybijane okna straszyły pustką. Trzeba przyznać, że obecny właściciel zamku – spółka Arche – musiał sporo zainwestować, by doprowadzić tę ruinę do obecnego stanu.

 

Janow_02_small

 

A naprawdę jest na co popatrzeć. Zamek Biskupi to teraz elegancki, czterogwiazdkowy kompleks hotelowy ze 199 pokojami i apartamentami, 15 salami konferencyjnymi i 4 salonami historycznymi, które odtworzono z zachowaniem XVIII wiecznego stylu. Do tego zlokalizowana w osobnym budynku strefa spa & wellness z krytym basenem, jacuzzi i saunami oraz gabinetami Dr Irena Eris Beauty Partner. A to wszystko na 40 hektarach terenu zielonego.

Jak w tym wszystkim mają się odnaleźć rodziny z dziećmi? No to po kolei.

Pokój

Zostaliśmy zakwaterowani w starej części zamku, na poziomie -1, czyli pomieszczeniach, które kiedyś były chyba lochami. Co to oznaczało? Że otoczeni byliśmy przez ściany ze starych, poszarpanych przez czas cegieł, nad głowami mieliśmy łukowe sklepienia, a okna były osadzone wysoko (bo na poziomie ziemi) i wpadało przez nie dość skąpe światło. I wiecie co? To był jeden z najlepszych pokoi hotelowych, w jakim kiedykolwiek byliśmy! Gdy dzieciaki wparowały do niego po raz pierwszy, to biegały jak szalone, z zachwytem wdrapując się na cegły na wysokość okien, skacząc po łóżkach (normalka…) i ganiając się bez wytchnienia. Miałem wrażenie, że spędzą tutaj cały pobyt.

 

Janow_03_small

 

Pokój był naprawdę przestronny i bez trudu zmieściły się tam dwie rozkładane sofy, szafa na ubrania, biurko z czajnikiem, kawą, herbatą i lodówką, a także szafeczka, na której rozłożono kolorowanki dla dzieci (plus dla obsługi!). W sąsiednim pomieszczeniu urządzono sypialnię, ale tym razem w bardziej współczesnym stylu, z pomalowanymi na biało ścianami i nowoczesną grafiką na ścianie.

 

Janow_04_small

 

Łazienka była niewielka, ale wykorzystana optymalnie: zamiast wanny prysznic, poza tym surowy beton i trochę starych ścian w rogach. Stylowo i ze smakiem. Dzieci miały wszystkie potrzebne im udogodnienia: nocnik, podkładka antypoślizgowa, schodek, miska itp.

Wyżywienie

Główny budynek zamku został odbudowany od fundamentów, bowiem od czasów potopu szwedzkiego, kiedy to spalili go najeźdźcy, nikt nie podjął się tak ogromnego wyzwania. Mieści się w nim recepcja, lobby, a na tyłach jest zejście do zielonej części posiadłości. Natomiast w podziemiach na poziomie -1 umiejscowiono restaurację.

Urządzono ją bardzo schludnie, żeby nie powiedzieć oszczędnie czy nawet minimalistycznie. Na środku znajduje się „wyspa”, na której podczas śniadań rozkładany jest szwedzki bufet. W dalszej części umiejscowiona jest druga sala, w której pozostawiono stare ściany, czyli znowu głównie cegły – bardzo fajne miejsce na chwilę relaksu przy kawie lub romantyczną kolację przy świecach.

 

Janow_05_small

 

Śniadania są typowo hotelowe, co mi absolutnie nie przeszkadza: jajecznica, parówki, bekon, naleśniki, placki, pieczarki. Do tego wybór wędlin, serów i surowych warzyw, a także jajka na twardo i ryby (np. łosoś). Kawa, herbata i soki bez ograniczeń.

Za to obiadokolacje to czas na popis umiejętności szefa kuchni. Za każdym razem raczono nas innym daniem, specjalnie przygotowywanym dla nas. Skąd to wiemy? Bo byliśmy świadkami tego, jak goście hotelowi, którzy nie wykupili opcji z obiadokolacją, próbowali dokupić kolację w ostatniej chwili i kucharze musieli kombinować. Nie ma więc mowy o „odgrzewaniu starych kotletów” – wszystko jest świeże, pachnące i przepyszne.

 

Janow_06_small

 

Oczywiście dla dzieci potrawy były znacznie prostsze i robione pod nich: nie zabrakło frytek i nuggetsów. Na życzenie obsługa podaje plastikową zastawę, a także krzesełka dla najmłodszych. Wieczorami napoje są dodatkowo płatne (np. sok 10 zł od szklanki), ale za to woda jest bez ograniczeń.

Tajemniczy poziom -2

Nasze dzieci uwielbiały zjeżdżać windami na poziom -2, gdzie miały do dyspozycji kilka niezamierzonych atrakcji. Po pierwsze, znajdują się tam sale konferencyjne, w których można urządzić np. wesele. Akurat podczas naszego pobytu takie wesele się odbyło, więc co jakiś czas córki zaglądały tam, żeby posłuchać piosenek i zobaczyć pannę młodą (wiadomo: suknia!). Muszę przyznać, że wesele w tak eleganckim miejscu to bardzo dobry pomysł i z tego, co wiem, ceny są całkiem przystępne.

Na poziomie -2 znajdowała się także jeszcze jedna atrakcja. W podłodze pozostawiono przykryte pancernymi szybami prześwity, w których poukładano rzeczy znalezione podczas prac renowacyjnych: kawałki garnków, narzędzi, a nawet kości. Dzieci raz po raz chodziły oglądać znaleziska – tak je nazywały – emocjonując się każdym nowym elementem, który rozpoznały. W ścianach co kilka, kilkanaście metrów znajdują się wnęki odsłaniające stare fundamenty zamku. Jeżeli więc chcieliśmy dotknąć źródeł historycznych Janowa Podlaskiego, to mogliśmy zrobić to dosłownie.

 

Janow_07_small

 

Na poziomie -2 wybudowano też podziemny łącznik, którym można przejść do wszystkich budynków kompleksu. Jest to o tyle wygodne, że mogliśmy iść np. na basen od razu w szlafrokach, nie będąc skrępowanym koniecznością przewędrowania przez hotelowe lobby. Bardzo wygodne rozwiązanie!

Dla dzieci

A skoro mowa o basenie, to znajduje się on w osobnym budynku. Kiedyś stała tu stajnia, ale była w tak fatalnym stanie, że podjęto decyzję o rozbiórce. Zbudowany w tym miejscu nowy budynek mieści w sobie zarówno kompleks basenowy (duży basen z biczami wodnymi, mały brodzik i jacuzzi), trzy sauny (dwie suche, jedna mokra), a także strefę spa pod auspicjami Dr Irena Eris Beauty Partner. Czyli coś dla dzieci i coś dla dorosłych. Przyjemnie i spokojnie.

 

Janow_08_small

 

W podziemiach budynku umiejscowiono bawialnię, w której zakochała się moja żona. Urządzono ją z myślą o tym, by dzieci jak najwięcej zajmowały się same sobą. Mają więc namioty, prowizoryczną scenę, stoliczki z krzesełkami, bujaki, maskotki – mają co robić. Dla rodziców wstawiono fotele, można więc w spokoju zagłębić się w tym czasie w jakąś lekturę. Brakowało mi trochę animacji dla dzieci, ale na stronie internetowej hotelu napisano, że miały one ruszyć od lipca.

 

Janow_09_small

 

Na zewnątrz, na tyłach kompleksu spa & wellness, umiejscowiono plac zabaw. Huśtawki, zjeżdżalnie, drabinki, bujaki – wszystko zbudowane na piasku, można więc biegać na bosaka. Dodatkowo w pobliżu, bo na podzamczu, utworzono sztuczne jezioro i usypano plażę, ale nie korzystaliśmy z niej. Zastanawialiśmy się nad wypożyczeniem rowerów i pojeżdżeniem po zamkowym parku, ale trafiliśmy na duże upały i zrezygnowaliśmy z tego. Ale taka opcja istnieje, również można wypożyczyć foteliki na rowery.

 

Janow_10_small

 

Podsumowanie

Zamek Biskupi oddano do użytku jakieś 2 miesiące przed naszym przyjazdem i bardzo to czuć. Hotel aż pachnie nowością! Wszystko jest tu świeże, wymuskane, a momentami nawet niedokończone (przy nas budowano drugą część placu zabaw). Biorąc pod uwagę fakt, z jakich gruzów obecny właściciel musiał podnieść tutejsze zabudowania, należy się mu głęboki ukłon. Kawał dobrej roboty!

Trzeba pamiętać, że jest to hotel o standardzie czterogwiazdkowym, nie jest więc tani. Za odpowiednią kwotę otrzymujemy jednak wysoką jakość i możliwość poczucia się naprawdę wyjątkowo. A za pokoje, w których stare elementy połączono z nowymi, należy się architektom jakaś nagroda.

 

Janow_11_small

 

Ponieważ jestem totalnie zakochany w Podlasiu, więc w ocenie umiejscowienia hotelu na mapie Polski nie będę obiektywny. Po prostu chociaż raz w życiu warto przyjechać w te rejony, pobyć tu dłużej, pozwolić sobie na zwolnienie tempa i chłonąć, chłonąć i jeszcze raz chłonąć przyrodę. Park krajobrazowy Podlaski Przełom Bugu jest do tego odpowiednim regionem, a Zamek Biskupi, znajdujący się na granicy parku, znakomitą miejscówką.

Rekomenduję!

 

Janow_12_small

 

rekomendacja KidsTravel

 

Ambasador KidsTravel - Marcin Perfuński

Autor recenzji oraz zdjęć: ambasador Marcin Perfuński

autor bloga: www.superTata.tv

 
 
 
Patronat medialny akcji Ambasador KidsTravel
 dzieckowpodrozy-300x81
 
logo-together-300x98

1 comment on “Zamek Biskupi Janów Podlaski – recenzja

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *